Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Sobór św. Aleksandra Newskiego

Monika Buchowiec

Jest wiele miejsc w Łodzi, które są mi bliższe, w których na pewno spędziłam o wiele więcej czasu. Miejsca, które oswoiłam, czy na swój sposób pokochałam. Piotrkowska – przemierzając ją cztery razy dziennie, z pracy do domu i z domu do pracy. Łagiewniki, gdzie wydeptałem dziesiątki kilometrów. Mój teatr, czyli Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka. Ulica Tuwima, na której przez wiele lat mieszkałam.

Ale cerkiew, cerkiew łódzka jest takim magicznym miejscem, które zabiera mnie w inny wymiar. Miejscem, którego nie musiałam oswajać, bo przyszłam tutaj, jak do siebie. Przyszłam po wewnętrzny spokój i ciszę. Z tęsknoty za rodzinnym domem, pieśniami, za odrobiną Wschodu. Czasem lubię myśleć, że Katarzyna Kobro, która chodziła przecież do tej samej cerkwi i całowała te same ikony, przychodziła po ten sam rodzaj ciszy. Ta cisza daje mi siłę.


Na początku była Monika. Od niej zaczęła się moja przygoda z portretowaniem kobiet, trwająca już ponad pięć lat. Raz na jakiś czas spotykamy się, by zatrzymać ulotne chwile. Częściej, by tymi chwilami żyć. Bo Monika ma w sobie niebywałą pasję do życia, do smakowania życia. Inna jej pasja objawia się na scenie. Nie ma dwóch jednakowych ról w jej wykonaniu. Każda kreacja tej świetnej aktorki to osobne, dopracowane i oryginalne dzieło. Bo teatr to nie odtwarzanie, ale poszukiwanie. Prawdy i piękna.

Piękno Moniki to świadomość własnego istnienia. Przejawia się w głębokiej duchowości, w medytacji, w związkach z naturą, ze wszechświatem i z innymi ludźmi. Jest poszukiwaniem nowych form wyrazu i ciągłą pracą nad sobą. Jej piękno jest znakiem szczególnym, nigdy tym, co powielone. Jest też nieco kapryśne. Dumne i skromne jednocześnie. Widać je w oczach, gestach, sposobie poruszania. Nie przechodzi się obok niego obojętnie.

Raz jeden wzruszyłam się w teatrze do łez. Była to scena monologu Katarzyny Kobro w wykonaniu Moniki.

Agnieszka Cytacka