Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Manhattan

Katarzyna Dąbkowska

Manhattan w Łodzi to miejsce obiektywnie wyjątkowe, bo najwyższe w mieście, ale i jeden z największych budynków mieszkalnych (megaszaf) w Polsce. Subiektywnie, dla mnie jest to moja prywatna latarnia morska, w której mieszkałam pięć lat.

Przez ten czas widziałam chyba wszystkie rodzaje chmur, w tym i te najbardziej przejmujące kłębiasto-stalowe cumulonimbusy nadciągające z innych krain i niosące ze sobą burze, podczas których pioruny mogłam łapać do rąk, gdybym tylko się odważyła, ale wolałam oglądać je, jak przecinały całe niebo srebrzystymi pajęczynami. Potem podglądałam tęcze, które z tej wysokości ujawniały tylko nielicznym uczestnikom tych wydarzeń, miejsce, gdzie mają swój początek i koniec. To stąd widziałam niezwykle rzadkie wschody ogromnych, krwistych pełni księżyca tuż nad horyzontem zdarzeń. Pamiętam też poranną mgłę, nad którą się budziłam, mając pod stopami niewidzialne miasto spowite w mlecznej wacie. Pamiętam smak świeżego, puchatego śniegu, który można było złapać dosłownie chwilę potem, jak opuścił swoją chmurę.

To wielki przywilej być uczestnikiem tych wszystkich wydarzeń, ale ta perspektywa dosłownie zmieniała moją perspektywę patrzenia na własne życie. Każdy banalny, aczkolwiek zawsze zaskakujący, wschód czy zachód Słońca z mojego osiemnastego piętra dawał nową nadzieję. Cokolwiek by się działo złego i dobrego, czułam, że Niebo jest ogromnie pojemne na nasze sprawy i niezwykle cierpliwe w swojej powtarzalności początków i końców, w nieprzewidywalności zmian, które dzieją się niezależnie od naszej woli. Wiele najpiękniejszych, ale i najgorszych chwil w życiu wiąże się dla mnie z tym miejscem. Ale to, do czego naprawdę tęsknię, to ta bliskość Nieba.


Łodzianka zakochana w Arktyce. Zawodowo zafascynowana filmem dokumentalnym i teatrem, czyli miejscami dociekania prawdy i dotykania autentycznych emocji. Cicha, delikatna, zawsze lekko w ukryciu, pozostająca z boku, za kamerą. Swoją osobowością i empatią stwarza przestrzeń do opowieści swoim bohaterom. A to przecież ona jako reżyser opowiada historie. Z jej wsłuchiwania i przypatrywania się innym – ludziom, miejscom – powstają dzieła wrażliwe i zapadające w pamięć.

Nieco filmowa była nasza wyprawa po łódzkim Manhattanie. Gdybym miała ją scharakteryzować, wymieniłabym po prostu tytuły filmów wyreżyserowanych przez Kasię: „Między światami”, „Zmysł wolności”, „Niebo bez gwiazd”.

Agnieszka Cytacka