Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Park Julianowski

Anna Groblińska

Mnóstwo nitek wiąże moją rodzinę z Parkiem Julianowskim. To był ukochany park moich prababć, pradziadków, babć, dziadków, rodziców – wszyscy wychowywali się w tej okolicy. A babcia taty, Mariana Glinkowskiego, była zarządczynią służących w nieistniejącym już pałacu Juliusza Heinzla (od imienia fabrykanta wzięła się potoczna nazwa Parku im. Adama Mickiewicza). Pamiętam, jak o tym pałacu podczas niezliczonych spacerów opowiadała mi babcia Gienia. Na początku wojny stacjonował w nim sztab Armii Łódź, budynek został uszkodzony w wyniku bombardowania i rozebrany.

Dziadek Bolesław zbudował dla swoich wnuków, czyli dla mnie i ciotecznego brata Tomka, wspaniały, wyposażony w światełka statek na baterie, którego wodowanie odbyło się w wigilię świętego Jana na środkowym z tutejszych trzech stawów. Jako młodsza nastolatka często przemierzałam ten park na rowerach z rodzicami, bo tędy wiodły trasy dalszych wycieczek, a potem przychodziłam tu z koleżankami. Ileż ja godzin spędziłam w tym miejscu…

Moje dzieci urodziły się już w innej okolicy, na Stokach, ale kiedy przyjeżdżały „do dziadków Marianów na dni”, żelaznym punktem była wizyta w parku. Mama opowiada, że to była pierwsza rzecz, którą Jasiek załatwiał sobie po przybyciu do nich. A Olga uwielbiała występować w muszli koncertowej przed wyimaginowaną publicznością, nie zważając na uśmiechy przechodniów.

Mój wnuk Borys też ochoczo przemierzał ten park w wózku, potem na własnych nóżkach, przez pierwsze dwa lata życia, zanim z rodzicami przeprowadził się w inne zielone miejsce – na Zdrowie.

Jeszcze jedna nitka. Razem z mężem uczyliśmy języka polskiego w nieistniejącym już I Społecznym Liceum Ogólnokształcącym im. Richarda Tice’a, Amerykanina, który na ochotnika zaciągnął się do polskiego wojska i poległ. Z inicjatywy szkoły w parku, przy głazie-pomniku pamięci ofiar bombardowania, bardzo uroczyście umieszczono kamień i tabliczkę z nazwiskiem żołnierza. Niestety, po latach została skradziona.

Wszystkie te alejki, wierzby, stawy, mostki, huśtawki to dla mnie mnóstwo wspomnień. Bolało mnie serce, kiedy z maleńkim wtedy Borysem przyszłam tu dzień po strasznej wichurze, która latem 2017 zniszczyła setki parkowych drzew.


Lubię głos Anny. Gdybym jednak powiedziała, że ma piękny radiowy, odciągnęłabym uwagę od jej szlachetnej urody, która trwa niezmienna mimo upływu czasu.

Lubię słuchać jej na antenie i lubię, jak rozmawia ze swoimi gośćmi podczas literackich spotkań. Zawsze wnikliwie przygotowana, wrażliwa, ważąca słowa. Opisuje siebie książkami. Ot, taka odwieczna przypadłość polonistów.

Dzięki sesji z Anią dostrzegłam urok muszli koncertowej w Parku Julianowskim, który jest również moim parkiem. A może to po prostu urok samej bohaterki. To przecież ludzie nadają charakter miejscu.

Agnieszka Cytacka