Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Fabryka Karola Scheiblera

Ola Ignasiak

Urodziłam się na Bałutach, mieszkam tu i pracuję. Stanowczo nie lubię kilku miejsc w Łodzi i jest kilka takich, które wręcz ubóstwiam. Patrzę na moje miasto przez pryzmat ODSZARZANIA – projektu, który stworzyłam w 2011 roku. Od zawsze doskwiera mi szarzyzna. Dosłownie i w przenośni. Chciałabym, aby Łódź znów popłynęła kolorową rzeką... więc barwię kałuże!

Robiąc to, cofam się do dzieciństwa, kiedy to w wyobraźni kolorowalam ulice Łodzi. Jako malarka, nauczycielka, a wreszcie mama chciałabym zarazić wszystkich kolorem. Pokazać, że problem może być inspiracją do działania, a w rezultacie przynieść wiele dobrego.

Jest wiele miejsc w Łodzi, którym podałam „kolorową szczepionkę” i wiecie, co? Ona działa! Władysław Reymont pisał w „Ziemi obiecanej” o kolorowych rzekach, które wypływały z fabrycznych farbiarni. Produkcja szła pełną parą. Wiele lat obserwowaliśmy, jak niszczeją te niegdyś tętniące życiem przestrzenie, ale przyszedł czas na zmiany. Kolorowe kałuże to kolorowy początek i pierwszy etap rewitalizacji. Dlatego w tym miejscu – w Fabryce Karola Scheiblera – ponownie odszarzam Łódź. Tu i teraz mówi ono o zmieniającej się rzeczywistości. Daje nadzieję na lepsze jutro. Jest dowodem, że marzenia się spełniają.


Wierzę w koincydencje. Może dlatego, że po prostu lubię to słowo, a może z braku lepszej wiary chwytam namiastkę kosmicznego ładu, chcąc nadać znaczenia swojej drodze. Wierzę w te małe zdarzenia losu, które stają się kanwą do wielkich opowieści. W te drobne przypadki, które pozwalają pozszywać narrację. Ale wiem też, że nie byłyby one możliwe bez naszych decyzji i podjętych działań.

Kiedy w 2011 roku Ola po raz pierwszy odszarzała Łódź w ramach tego samego stypendium artystycznego, towarzyszyłam jej na ulicy Wschodniej. Teraz, po wielu jej międzynarodowych podróżach po kałużach z projektem ODSZARZANIA, spotykamy się ponownie w naszym rodzinnym mieście. Ola znów barwi miejskie sadzawki, a ja to obserwuję i uwieczniam, by nieść jej ideę w świat. I pokazać w Atlasie jedną z najcudowniejszych kobiet, jakie kiedykolwiek poznałam.

Z naszej wspólnej harcerskiej młodości pamiętam pewną drobną, zupełnie nieistotną, sytuację. Siedzimy na cudownie piaszczystej wolińskiej plaży i w krótkiej chwili przerwy między kolejnymi zabawami z zuchami próbujemy pomalować sobie paznokcie. Mam lakier, który niczym kameleon zmienia barwę w zależności od perspektywy. Ola maluje jeden paznokieć, ale morskie powietrze wysusza substancję, która maże się zamiast malować. Piasek dorzuca kilka swoich ziaren, na dobre niwecząc nasz plan barwienia. Nie wiem, czy pointą tej historii ma być refleksja o skomplikowaniu z pozoru błahej czynności kolorowania. Możemy tak przyjąć, by stworzyć wielką, pisaną przez lata narrację.

Agnieszka Cytacka