Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Kino Charlie

Jolanta Karpińska (Kolano)

Bezpretensjonalnie i autentycznie kocha się w kinie. Łódź Filmowa. Potęgą jest i basta? Czy to tylko legenda i wcale już jej nie ma? Zdania są podzielone, zresztą – nieistotne. Parole, parole. Tymczasem Charlie to łódzki filmowy constans. Dlatego ja, gdy życie zmienia mi się kosmicznie pięknie, wsiadam w wehikuł czasu i wracam do tego źródła.

Tu wiele, wiele lat temu poczułam, o co tak naprawdę chodzi w kinie. Później dotknęłam wielu etapów produkcji filmu, jego promocji czy dystrybucji. Większość tych doświadczeń za sprawą Szkoły Filmowej w Łodzi, której mam zaszczyt być pracownikiem. Wiem, że to, co w kinie najpiękniejsze, można poczuć tylko w ciemności kinowej sali. Nie na pełnym przepychu festiwalu, nie podczas błyskotliwego pichtingu, nie w trakcie developmentu, czy, o zgrozo!, filmowego „eventu”. To wszystko ładne papierki, ale cukierka tam nie spróbujesz. Przemysł filmowy przyjmuje pokraczne formy (podobnie jak ego wielu twórców). Festiwal na każdym rogu, blichtr, szum i dorabianie ideologii tam, gdzie często jej nie ma. Poszukiwania formalne, przekraczanie granic i badanie możliwości ludzkiej percepcji. Eksperyment. EEE tam.

A chodzi przecież po prostu o to, by jak Mały Toto w filmie Giuseppe Tornatore usiąść w fotelu i tak szeroko jak on, z takim zachwytem bez granic, otworzyć oczy… I śmiać się razem z ludźmi dookoła i zamykać oczy, gdy strach nie pozwoli spojrzeć. By przeżyć nie jedno, a kilkaset żyć, zobaczyć miejsca, w których nigdy nie będziemy, poznać i zrozumieć ludzi, często tak innych od nas. W pigułce świat cały. Bo FILM – to i Wielki Nauczyciel, i Guru w uniesieniu, i Przewodnik opiekun, a bywa, że i rozemocjonowany Wodzirej. Już nie mogę się doczekać, gdy przedstawię go swojemu dziecku.

Nagle gaśnie światło. Ba dum tssss... Otwiera się portal do zupełnie innego świata. Magia, Panie i Panowie.


Słucham opowieści Joli o kultowym kinie naszego pokolenia i tęsknię za czasami, kiedy Charlie był niemal chlebem powszednim. O miejscu, w którym zostawiało się ostatnie grosze na seanse niewyświetlane nigdzie indziej. Gdzie na widowni zdarzało się być jedyną osobą, a i tak film puszczano. Nie bez przyczyny na ścianie jednej z sal cytuje się słowa grupy Łódź Kaliska – oba miejsca oddają klimat łódzkiej bohemy lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych.

Jolantę poznałam, gdy była rzeczniczką Charliego – wydała mi się najodpowiedniejszą osobą na tym miejscu. Może nawet po cichu zazdrościłam jej zawsze nienagannej prezencji, zabójczego głosu, profesjonalnego przygotowania każdej wypowiedzi. Pamiętam też westchnienia mojego kierownika w teatrze, który za każdym razem, gdy pojawiał się temat Charliego czy później Szkoły Filmowej, mówił z uwielbieniem: „Ach, Jola!”.

Dziękuję mojej bohaterce, że zechciała wziąć udział w projecie i pokazać się w zupełnie nowej odsłonie. I cieszę się, że wybrała nasze łódzkie Cinema Paradiso.

Agnieszka Cytacka