Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Teofilów Przemysłowy

Małgorzata Kosiec

Zaledwie dwadzieścia minut drogi od centrum znajduje się cudownie sielska i ekologicznie czysta (sprawdzone komisyjnie!) enklawa zieleni i przestrzeni, niegdyś zwana wsią Marianów, obecnie przyporządkowana przekornie do Teofilowa Przemysłowego. Z jednej strony otoczona Lasem Zgierskim, z drugiej – Doliną Rzeki Sokołówki.

Od czasów II wojny światowej nic się tu nie zmieniło: ten sam podział gospodarstw rolnych, ci sami sąsiedzi, ta sama fatalna szutrowa droga. Oraz cisza… przerywana tylko z rzadka odgłosami traktorów czy rozlicznych zwierząt gospodarskich. Tych dzikich, z racji bliskości lasu i pól uprawnych, również tu nie brakuje. Ze „szczytu” tzw. Garbu Łódzkiego (209 m n.p.m.) rozpościera się panorama dynamicznie rozwijającego się biznesowo i przemysłowo Teofilowa. A tutaj? Kwitnie facelia, brzęczą pszczoły w pasiece, żaby rechoczą w stawie, lipy odurzająco pachną, na polu w sąsiedztwie dojrzewa zboże, spod stóp umykają bażanty.

Tę sielankę często porzucam dla życia artystycznego i towarzyskiego Łodzi oraz licznych podróży. Zawsze jednak z utęsknieniem wracam, by tworzyć, chłonąć, medytować, oddychać lub po prostu cieszyć się życiem. Jestem szczęśliwa, że mogę mieszkać w najpiękniejszej części miasta. To miejsce chyba już na zawsze mnie z Łodzią związało. A gdzieś tam czekają metropolie sztuki: Nowy Jork, Berlin, Warszawa…


Kiedy pierwszy raz robiłam Gosi zdjęcia, na trawie leżał śnieg, a brzozy delikatnie przebijały się w zimowym krajobrazie. Wyniosłyśmy wtedy na pola połowę jej pracowni, mówiąc sobie, że następnym razem zrobimy sesję w jej plenerowej pracowni. Wróciłam zatem u progu lata, pełna zachwytu nad czarem swojskiej przyrody w mieście.

Nasza sesja była sielska, wbrew temu, co sugeruje toponimia tej części miasta. Zachodzące słońce podkreślało głęboką biel kory brzóz, pszczoły oddawały się swej codziennej pracy w pobliżu bogatych w nektar facelii, a wiatr rozwiewał Małgorzacie włosy, która w czerwonej sukience wyglądala jak mak w zbożu.

Coś w tej sielankowej scenerii ocierało się o kicz. Do pełni brakowało jedynie Józefa, który w białym garniturze zbiera nenufary w stawie. Nie zdziwiłabym się jednak, gdyby moja bohaterka na jego widok stanęła na głowie, co – wyobrażam sobie – robi, ćwicząc jogę między jednym a drugim obrazem.

Agnieszka Cytacka