Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Kamienica przy Drukarskiej 2

Anka Leśniak

„Tu na Bałutach mieszkała

Eugenia co chłopcem być chciała

A może po prostu biedaczka

Innego wyjścia nie miała...”

Intrygujący, niewielki budynek na Bałutach, przy ulicy Drukarskiej 2, przecznicy odchodzącej od ulicy Limanowskiego, przyciągnął moją uwagę cztery lata temu, kiedy szukałam miejsca na instalację inspirowaną historią Eugenii Steinbart. Eugenię wybrałam na jedną z bohaterek serii instalacji na fasadach opuszczonych domów. Kobiety te, o bardzo różnych życiorysach, łączy jednak nieprzystawalność do stereotypów i oczekiwań społecznych, a także kontrowersyjna, często pełna tajemnic biografia. Poprzez zestawienie zapomnianej lub celowo wymazywanej biografii z opuszczonym budynkiem, chcę pokazać analogie między nimi. Opuszczony dom, podobnie jak „zagmatwana” biografia, wywołuje negatywne emocje. Chcielibyśmy, żeby taki budynek został wyremontowany, albo przynajmniej „przypudrowany” renowacją fasady, lub żeby pozbyto się go z przestrzeni publicznej, unicestwiono. Ale taki dom może też intrygować tajemnicami, które skrywa. Podobnie jak biografie kobiet, które nazywam nieumiejscowionymi w historii. Będącymi w stanie zawieszenia, podobnie jak łódzkie opuszczone kamienice.

Eugenia, mieszkanka przedwojennych Bałut niemal całe życie udawała mężczyznę. Być może podyktowane to było względami ekonomicznymi, bo mężczyźni zarabiali wtedy znacznie więcej od kobiet. Jednak Eugenia dopuściła się kolejnego oszustwa – wzięła ślub z inną kobietą w kościele. Gdy sprawa wyszła na jaw, po głośnym procesie została skazana na kilka miesięcy więzienia. Jednak tuż po tym wybuchła wojna i w tej zawierusze ślad po Eugenii zaginął...

Budynek przy ulicy Drukarskiej zwrócił moją uwagę ciekawą, być może jeszcze przedwojenną architekturą. W ślepych niszach okiennych umieściłam pozłacany napis „Eugenia żeni się”. Instalacja składała się z napisów, welonu i białych róż. Jedynie sztuczne kwiaty były w stanie przetrwać sierpniowe słońce. Zdecydowałam się na nie również dlatego, że całe życie Eugenii było grą pozorów, maskaradą, gdzie dociekania autentyczny – nieautentyczny przestają mieć uzasadnienie. Kwiaty wyglądały jak żywe, podobnie jak Eugenia, która wyglądała jak mężczyzna.

Podczas montażu instalacji udało się nawiązać kontakt z mieszkańcami. Sprzyjało temu otoczenie kamieniny – spokojna uliczka, gdzie rzadko przejeżdżały samochody. Wtedy też przez większość czasu nie pracowałam na podnośniku, kontrolowałam montaż stojąc na dole, więc mogłam zainteresowanym opowiadać historię Eugenii. Mieszkańcy myśleli, że faktycznie żeni się ktoś zamożny i ogłasza to w tak niekonwencjonalny sposób. Para młodych ludzi na rowerach wyśmiała napis, zauważając błąd formy „żeni się” użytej w stosunku do kobiety. Starszy mężczyzna skojarzył od razu historię Eugenii ze współczesnym dyskursem, wyrażając zdumienie „To przecież gender. Przed wojną też było gender?”. Pani Marysia z kamienicy obok, zanim musiała wyprowadzić się z popadającego w ruinę budynku, mieszkała w pokoju, z którego okna wystawał welon. Pojawiła się też grupa młodych mężczyzn, uważnie obserwujących, lecz mało rozmownych. W ich imieniu „wywiad” prowadził lider grupy, który wypytał o cel moich działań. Najwyraźniej moja interwencja została zaakceptowana, bo na wernisaż przyszli mieszkańcy i włączyli się w czytanie ballady o Eugenii. A ślady instalacji powoli wnikające w tkankę budynku można jeszcze zobaczyć...

„(…) Historia kołem się toczy

Eugenii więc nie przeoczy

Zadając pytanie ludzkości

Czy wśród jej różnych słabości”


Rok temu użyczyłam twarzy jednej z patRIOTek Anki Leśniak. W swej świetnej pracy artystka przywraca pamięć o kobietach walczących z carskim okupantem na początku XX wieku. Kobietach, które pod sukniami przenosiły bibułki, książki, amunicję, broń, a o których zachowały się jedynie drobne wzmianki, żadnej fotografii. Anka w swych pracach poszukuje śladów kobiet również w przestrzeniach miasta. Ten wątek czyni ją szczególnie istotną w Atlasie.

Historia tworzy różnego rodzaju palimpsesty. Pod jedną warstwą kryje się kolejna, na stare nakładamy nowe. Fascynujące jest, gdy jedne wątki łączą się z innymi, tworząc sieć mniej lub bardziej czytelnych znaczeń. Jeszcze bardziej poruszające są te przebyłyski, kiedy odkrywamy, jak puzzle, kolejne zbiegi okoliczności.

Tak widzę obecność Anki w Atlasie. Jej instalacja na kamienicy przy Drukarskiej 2 realizowana była w ramach tego samego stypendium co moje Łodzianki. Jej instalacja na kamienicy przy Jaracza 34 służy za plener innej bohaterce projektu.

Agnieszka Cytacka