Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Salon Jaskułów, ul. Wschodnia

Sława Lisiecka

Jestem domatorką. Jako tłumaczka literatury niemieckojęzycznej pracuję głównie w domu. Od czterdziestu pięciu lat, a więc przez całe dorosłe życie, kocham swoje mieszkanie przy ulicy Wschodniej, zwłaszcza że przyszło mi spędzić tutaj ten czas z moim ukochanym, nieżyjącym już mężem, Zdzisławem Jaskułą. To głównie dzięki niemu, człowiekowi niezwykle towarzyskiemu i przejętemu sprawami społecznymi, powstał u nas tak zwany Salon Jaskułów, w którym za mrocznych czasów PRL-u spotykali się nasi łódzcy przyjaciele, zaangażowani w działania opozycyjne, wybitni intelektualiści z całego kraju, a także znani dziennikarze i artyści z zagranicy.

Oddychaliśmy wolnością, którą z braku swobody słowa w ówczesnej Polsce sami sobie wzajemnie dawaliśmy w dyskusjach nad kształtem przyszłej demokracji, w sporach literackich i rozmowach o szeroko pojętej kulturze. Oczywiście ja także miałam w tych spotkaniach niepośledni udział. Prowadzenie takiego salonu wymagało od nas trochę odwagi, bo ciągle byliśmy pod ostrzałem funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Najbiedniejsze były w tym nasze dzieci, którym przyszło wychowywać się w nieustannym rozgwarze. Ale przynajmniej moralne kręgosłupy mają zdrowe.

Moje mieszkanie nadal oddycha tamtą atmosferą i urokiem Zdzisława, choć dzisiaj głównie przebywam w nim sama, ciągle intensywnie tłumacząc kolejne dzieła. Piękne jest to, że żyję otoczona książkami. O takim życiu zawsze marzyłam i te marzenia szczęśliwie się ziściły. Czyż bowiem może być coś piękniejszego niż życie wśród książek?


Czy jest ktoś, kto chociaż przez chwilę nie marzył o domu otwartym. Salonie pełnym ludzi, książek i czegoś na ząb. Gdzie przybywający przynoszą wieści ze świata, wódkę i tabliczkę zerwaną w zaułku zwanym Wolnością. Gdzie gwar głosów i nut przesiąka papierosowym dymem, a słowo ferment zasypia dopiero nad ranem.

Tęskno mi za takim czasem niespiesznym, czasem, który miał czas na tekst, szaleństwo i ludzi. Tak wyobrażam sobie Salon Jaskułów, którego gospodarze są mi mentalnie niezwykle bliscy. Teraz w tym wielkim salonie przy filiżance herbaty siedzi sam jeden Słowniczek, tłumacząc miliony trudnych i mądrych słów i rozmawiając od czasu do czasu z tym, który nie „zabiega o Sławę, bo już ją ma”.

A Słowniczek, jak wiecie, to najwybitniejsza tłumaczka literatury niemieckojęzycznej. Uznana, ceniona i nagradzana w Polsce i w szerokim świecie. Sława, chwała i chluba Łodzi. Jestem wdzięczna losowi, że dane mi było raz czy dwa napić się z nią herbaty i gościć u niej w Salonie, a ją w Atlasie.

Agnieszka Cytacka