Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Zgromadzenie Zakonne Karmelitanek Bosych

Iwona Marczyk

Przed drzwiami Zgromadzenia Zakonnego Karmelitanek Bosych w Łodzi po raz pierwszy stanęłam w dniu Św. Walentego w 2010 roku. Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie.

„Moja Madzia”, Magdalena B., zadzwoniła do mnie późnym popołudniem i zapytała, czy nie mogłabym w jej zastępstwie pojechać do Sióstr Karmelitanek Bosych. Tych przy naszym szpitalu – doprecyzowała wówczas miejsce, domyślając się, że jest dla mnie nowum! „To” – wirusowe zakażenie – wprowadziło się do przestrzeni Klasztoru i wymagało pilnej interwencji medycznej. Miała to być jednorazowa wizyta. Madzia była tuż przed egzaminem specjalistycznym i na wagę złota były jej końcowe godziny. Przywołana telefonem do nagłej wizyty nie bardzo zrozumiałam, co mam zrobić, dokąd pojechać i co TAM zrobić, tym bardziej, że ten wieczór spędzaliśmy z Rodziną przybyłą z Ostrowca Świętokrzyskiego. Madzia zrozumiała moją sytuację i szybko wymyśliła osobę, którą poprosi zamiast mnie, która zbada chore Siostry Karmelitanki. To miała być Magdalena – inna Magdalena.

I właśnie wtedy poczułam coś takiego, co trudno nazwać. Tak samo, jak bardzo trudno jest opisać uczucie, które pojawiło się nagle, przeszyło duszę i ciało. Mózg nie ogarniał tego, co się dzieje. Decyzja przyszła szybko. Tylko ja. Żadna inna Madzia nie zrobi tego lepiej niż ja.

W krótkim czasie po tej rozmowie przekroczyłam furtkę w ogrodzeniu i stanęłam przed drzwiami z tabliczką „Karmelitanki Bose / ul. Świętej Teresy 6”. Nacisnęłam dzwonek, w oddali usłyszałam cichy dźwięk gonga, później dłuuuga cisza i klik otwieranego zamka. Przede mną siostra Klara, która z uśmiechem od ucha do ucha przeprowadziła mnie przez kilka schodów pod następne drzwi. Okazała jednolita drewniana masa miodowego koloru, w prawym górnym rogu duży drewniany krzyż, pociągnięty przez Siostrę wydał kolejny tajemniczy dźwięk. I otworzyły się drzwi. Drzwi do przestrzeni, której zapach, siła, kruchość, spokój, światło i mrok, cisza i głośne bicie serc otoczyły mnie. Kompletnie nowe doświadczenie, nowe odczucie, niewyobrażalne wcześniej obrazy.

Do dzisiaj bywam w tym uświęconym miejscu, w Kościele słucham Słowa Bożego i anielskich głosów śpiewanych pieśni przez Siostry Karmelitanki. Kiedy wchodzę do klauzury i idę długimi, wąskimi korytarzami, nie mogę oderwać oczu od parapetów pokrytych kartkami próśb o modlitwę. Uśmiecham się z wzajemnością Matek i Sióstr i jak zwykle powtarzam, że praca czeka, pracy przybywa! Te kartki czekają wymodlenia. Sama też na ręce Karmelitanek Bosych złożyłam nie jedną taką – do odpracowania.

Jeśli ktoś zada mi pytanie, dlaczego to miejsce jest dla mnie, we mnie i ze mną, odpowiem: znalazłam dla siebie, rodziny, moich bliskich i znajomych miejsce, w którym czujemy się zaopiekowani i z którym związaliśmy nasze najważniejsze momenty życia.

„Jest jedno miasto wielkiej Ciszy,

Gdzie tylko szepty ludzkich modlitw słyszysz.

Wśród ulic jego trwa skupienie,

A w serc zadumie – rozmodlenie”.


Od kiedy kolega opowiedział mi, czym społecznie zajmuje się jego mama – na co dzień doktor medycyny w szpitalu Biegańskiego, nie mogłam przestać myśleć o tej pięknej kobiecie. Siostry Karmelitanki w Łodzi musiały wieść dobre życie, skoro Bóg zesłał im w dniu miłości takiego Anioła. Pani Iwona jest jedną z bardzo niewielu osób łączących siostry w klasztorze klauzurowym ze światem zewnętrznym. Dba nie tylko o zdrowie mniszek, ale czuwa nad nimi w sposób, jaki powinien pozostać owiany tajemnicą.

Jeśli do wszystkich rzeczy w życiu pani Iwona podchodzi tak, jak do naszej sesji – profesjonalnie, energicznie, z czułością, to nie mogę nie wierzyć słowom jej przełożonej, że jest to „kobieta od rzeczy niemożliwych”. Rzeczy niemożliwej, tzn. bez precedensu, dokonał tej jesieni także jej syn, zostając najmłodszym w historii zwycięzcą klasyfikacji generalnej Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski.

Agnieszka Cytacka