Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Stawy Jana

Dorota Mlostoń

Piękna zieleń, plaża, woda, stare drzewa i rzeczka, której prawie nie widać – to zupełnie inne oblicze Łodzi. Stawy Jana to „zielone płuca” i miejsce odpoczynku, chętnie odwiedzane chyba o każdej porze roku. Kiedyś chodziło się tam na wagary, pierwsze wino, nocne wyprawy. Na Stawach Jana pierwszy raz pływałam kajakiem, chodziłam na randki do ogrodu biegnącego wzdłuż Olechówki. Wracając z pracy, siadałam wieczorami nad wodą, słuchając śpiewu ptaków, obserwując kaczki i słońce tańczące wśród drzew.

Stawy Jana zmieniały się przez lata. Dziś to miejsce jest bardziej cywilizowane – jest większa plaża, leżaki, ławeczki, miejsca do grilowania, boiska, park linowy. Ja też zmieniłam się przez lata i dziś, kiedy coraz bliżej mi do natury i przyrody, dostrzegam dzikość i bogactwa tego miejsca. Uczę się rozpoznawać drzewa, zauważam zioła i kwiaty. Tu rośnie moja ukochana czeremcha, z której robię migdałowe kremy, całe pole wrotyczu i uczep, z których kręcę balsamy, krzak dzikiej róży na pachnące toniki.


Nie ma kobiecości bez dbania o urodę. Współczesny świat tę prostą prawdę doprowadził do absurdu, a z tego, co powinno być naturalnie piękne, uczynił karykaturę. Dlatego tak cenne są wszelkie przejawy szukania wartości u źródeł – w naturze; sięgania po to wszystko, co mamy na wyciągnięcie ręki – w lesie, w parku, na łące, polanie, dzikim ogrodzie – a czego w swym zabieganiu i cywilizacyjnym postępie nie potrafimy docenić.

Dorota – pasjonatka naturalnych metod pielęgnacji i odmładzania, własnoręcznie kręconych kosmetyków, trenerka jogi twarzy, masażystka – oczarowała mnie swym wewnętrznym i zewnętrznym pięknem. Przekonuje mnie także to, co jest wytworem jej pracy. Podczas naszej sesji na Stawach Jana Dorota otworzyła mi oczy na to, co zazwyczaj jest niewidoczne – na plony ziemi, które z ziół uczyniliśmy zielskiem.

Agnieszka Cytacka