Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Wi - Ma

Urszula Niziołek-Janiak

Przyjechałam do Łodzi na studia na ASP. Po tonącym w zieleni Nałęczowie wydawała mi się ona szara i ponura. Pomału odkrywałam jej urok i pomału wsączyła się w moje żyły nieuleczalna miłość do tego miasta. W myślach zaczęłam czyścić z brudu i grzyba wspaniałe kamienice, chłonęłam i zapełniałam życiem przestrzeń opustoszałych fabryk prześwietlanych przez olbrzymie okna blikami słońca.

Każdy z nas ma jakieś ważne dla siebie punkty swojego miasta. Wielu moich ukochanych miejsc już nie ma. Zniknęły podpalane i wyburzane bezmyślnie fabryki, Fakora, zajezdnia Dąbrowskiego. Nie ma tej, którą widziałam z okien mojego mieszkania i która miała tam być zawsze – fabryki wyrobów dzianych Marguliesa i Wolmana. To jej zniszczenie zaprowadziło mnie na trudną i niewdzięczną, ale bardzo dla mnie ważną drogę ruchów miejskich.

Wi-Ma – Widzewska Manufaktura – ocalała z pogoni miasta za metropolitalnością. Trochę na uboczu, doceniana przez właścicieli, oparła się spekulantom. Żyje swoim nieco zwolnionym rytmem, ale nadal wypełniona pomysłowością ludzi. Zachowała przyfabryczny park, mimo że urząd uznawał go za działkę budowlaną i bez mrugnięcia okiem pozwoliłby wykarczować piękne drzewa. Ocalała okazała fontanna, pochodząca pewnie z pogardzanego PRL-u albo wtedy oklejona kamieniami. Najpiękniejszy i najtrudniejszy do „wymyślenia” budynek nadal czeka na zainteresowanie, zapatrzony w zieleń.

To miejsce to nasza łódzka historia – historia ciężkiej pracy, pyłu, hałasu, pogoni za zyskiem – a jednocześnie poszukiwania w tym wszystkim miejsca na cień, szum wody i szelest liści. Mam nadzieję, że czas będzie dla tego miejsca łaskawy, że zmiany nie zniszczą jego wyjątkowości. Dla mnie to będzie zawsze jedno z miejsc, które zabiorę ze sobą w pamięci, gdziekolwiek pójdę. Tak, jak zabiorę w sercu wspaniałych, zarażonych Łodzią ludzi, którzy mi przez te lata towarzyszyli.


Kiedy myślę o ideowcach, dopada mnie melancholia. Piękno myśli i czystość intencji przechodzi próby na śmierć i życie w bitwie na polu działań. Wokół czyha świat – domek z kart. Jak grać, by wiatr nie zdmuchnął naszych wysiłków?

Sesja w Manufakturze Widzewskiej roiła się od znaczeń. Puste hale, odpadająca z kolumn farba, wybite szyby, scenografie z artystycznych działań, zapiski robotniczego życia i... cisza. Szczególnie symbolicznie wybrzmiał taniec mojej bohaterki w promieniach zachodzącego słońca, które – wpadając przez wielkie okna budynku – oświecały drobiny fabrycznego pyłu. Wirująca chusta unosiła i przywracała na chwilę do życia to, co już dawno opadło.

A za oknem drzewa ocalone od zapomnienia.

Agnieszka Cytacka