Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Tramwaj w lesie na Olechowie

Ela Piotrowska

Jestem łodzianką od czterech pokoleń. Większość życia mieszkałam w centrum, a od zawsze pracuję w ścisłym centrum Łodzi. Uwielbiam to niesamowite tempo, przyśpieszony puls miasta i to, że wychodzę na Piotrkowską i nie sposób przejść kilku metrów bez spotkania kogoś, zagadania się i powrotu do radia później niż powinnam. Od nas z Manhattanu wszędzie blisko i jest to najlepsze miejsce wypadowe w każdy zakątek Łodzi.

Od kilkunastu lat mieszkam na Olechowie i ze zdziwieniem odkryłam, że na osiedlach też jest życie. I wcale nie jest to sypialnia, tylko centrum rodzinnego wszechświata. Tu jest takie miasto w mieście. Fajnie się robi zakupy na ryneczku i w małych sklepach. Jest swojsko i przyjaźnie: pan z mięsnego przypomina, żebym dla kotów wzięła wołowinkę, pani w przydomowym spożywczaku wybiera wypieczone bułki i małe ogórki małosolne, bo jak mówi: syn takie lubi. Na osiedlowych zakupach jest czas, by pogadać, uśmiechnąć się do siebie. Takich relacji międzyludzkich nie ma w wielkomiejskich sklepach.

Mamy tu dom kultury, a właściwie domek, który prężnie działa i aktywizuje dzieci i dorosłych. Mamy małą, ale dobrze wyposażoną bibliotekę, mnóstwo terenów rekreacyjnych i ścieżek rowerowych. I to u nas na Olechowie jest jedna z najfajniejszych, nieodkrytych atrakcji turystycznych, czyli tramwaj w lesie. Pięknie jest jechać tędy wiosną, gdy wszystko dopiero się zieleni; latem, gdy kwitną kwiaty przy torach; jesienią, gdy jest wariactwo kolorów i zimą, gdy jest biało.

Moi przyjaciele i znajomi z różnych stron Polski i świata pytani po pobycie u nas, co jest najfajniejsze w Łodzi, przejażdżkę nowoczesną pesą albo starą dziewiątką przez las wymieniają zawsze, bo jest oryginalnie i klimatycznie. Kto nie jechał tramwajem przez las, niech się skusi na taką wycieczkę. Przejazd przez wuzetkę takich emocji nie dostarczy.


Jeśli kiedykolwiek będę musiała wstrzymać ruch ziemi, Ela będzie pierwszą osobą, do której zadzwonię. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych. Poruszy całą ziemię – lub ją zatrzyma – gdy zajdzie taka potrzeba. W jej szaleństwie jest dziennikarska skuteczność.

Do ostatniej chwili nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje. Obrazki jak w kalejdoskopie: spotkanie w umówionym miejscu na końcu Łodzi, gonienie tramwaju, wysiadka w lesie, nadzorca ruchu czekający w gotowości do akcji, pani motornicza w czerwonym zabytkowym pojeździe. Czułam się jak na planie. Były momenty śmiechu i refleksji. W oczekiwaniu na kolejny tramwaj Ela zastygała w zadumie, gdy nadjeżdżał – śmiała się jak dziecko.

Agnieszka Cytacka