Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Andyjsko-łódzki dom w Nowosolnej

Magdalena Śniadecka-Kotarska

Wychowałam się w Łodzi, w starej kamienicy moich dziadków na rogu ulicy Piotrkowskiej i Piłsudskiego. Z okien widziałam, znajdujące się niemal naprzeciw, trzy rzędy fabryk włókienniczych. Całe noce słyszałam pracujące tkalnie, w których wydawało się, że czas zatrzymał się w XIX wieku. (współcześnie pozostała tylko ich cześć – dzisiejsza OFF Piotrkowska).

To tutaj zamarzyłam o wyprawie do Peru, a widok z okien zainspirował mnie do napisania planu badań dotyczących symboliki i funkcji tkanin prekolumbijskich. Dziewięciomiesięczny wyjazd w ramach wyprawy studenckiej do Peru i Ekwadoru zdeterminował moje dalsze życie zawodowe i prywatne. Zebrane wówczas materiały stały się podstawą pracy magisterskiej a potem doktorskiej. Wyjazd wpłynął też na podjęcie pracy na Uniwersytecie Łódzkim i poznanie w Peru męża (Polaka).

Do Ameryki Łacińskiej wracałam potem wielokrotnie w ramach różnych projektów i grantów. Moi studenci obliczyli kiedyś, że sumując wszystkie podróże pomiędzy Łodzią i krajami andyjskimi, okrążyłam dwudziestokrotnie kulę ziemską. Dom w Nowosolnej, jaki wybudowaliśmy razem mężem, stał się andyjsko-łódzkim mikroświatem (którym jest nadal) na długo przed tym, jak stworzyłam Katedrę Studiów Latynoamerykańskich na Uniwersytecie Łódzkim (na którym wcześniej nie było tradycji studiów nad tym regionem).

Przestrzeń naszego domu stała się również nieformalnym centrum kultury iberoamerykańskiej, w którym bywali wybitni polscy i zagraniczni badacze tego regionu. Wszystkie ze zwożonych przez lata eksponatów (zwłaszcza maski, ceramika i tkaniny) wiążą się z wyjątkowymi wydarzeniami i doświadczeniami, co przekłada się na specyfikę tej przestrzeni. Obecnie historia zatoczyła krąg: po czterdziestu latach od pierwszego wyjazdu wróciłam do Peru, gdzie mam zaszczyt reprezentować nasz kraj jako Ambasador RP.


Atlas wykracza poza własne założenia. Tym razem przekroczyłyśmy próg prywatnego domu, który jednocześnie od lat jest domem otwartym. Drewniany skarbiec na Nowosolnej strzegący artefaktów historii i kultur. W salonie zapach palonej kawy podanej w glinianych naczyniach z drugiego końca Globu. Na ścianach antropologiczne pamiątki z Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. I skóra węża, która skrywa w sobie więcej opowieści, niż przeciętnej osobie zdarza się usłyszeć za życia. Nie mówiąc o ich przeżyciu.

Zostałam oczarowana. Przestrzenią i kobietą, która tę przestrzeń stworzyła. Gdybym była młodsza, powiedziałabym, że, jak dorosnę, chcę być jak ona. Mieć ponadprzeciętną ciekawość świata i odwagę, by ten świat – często niebezpieczny – przemierzać. Teraz już chyba nie mogę mieć wymówek co do wieku i po skończeniu Atlasu pozostaje mi jedynie rzucić się w wir tego prawdziwego. Los i czas pokażą.

Jestem zaszczycona, że ta wybitna łodzianka – antropolożka kultury i polityki, pierwsza polska latynoamerykanistka prowadząca przez dwadzieścia pięć lat systematyczne badania terenowe w Ameryce Andyjskiej poświęcone etnopolityce oraz tożsamościom ludności tubylczej (w szczególności kobiet) – znalazła się się moim projekcie.

Agnieszka Cytacka