Logo Atlas Mysli
Foto
More

zobacz zdjęcia

Kamienica przy Tuwima 1/3 (dawniej Przejazd 1)

Izabela Stronias

Łódź, moje rodzinne miasto, uświadomiło mi swoją ważność, gdy miałam 17 lat. Wcześniej rodzinne opowieści dotyczyły tylko przedwojennej Warszawy i Powstania Warszawskiego. Gdy pojawił się w moim życiu dziadek, przyprowadził mnie tutaj i opowiedział fasynującą historię tego miejsca. Byłam w tym wnętrzu tylko raz, wtedy z nim, gdy w ramach podróży sentymentalnej odwiedziliśmy to miejsce. Później zawsze przechodąc obok niego, czułam radość tamtego spotkania.

Dziadek był kierownikiem kina Rialto i jeszcze jednego, którego nazwę zapomiałam. Budował też kino na ulicy Przybyszewskiego. Dlaczego dyrektorzy, panowie Karbowicz i Pelikan, zaufali jeżdżącemu Harleyem Davidsonem młodzieńcowi i powierzyli mu prowadzenie kina – pozostanie tajemnicą.

Do kina wchodziliśmy na pierwsze piętro szerokimi marmurowymi schodami. Dziadek oprowadzał mnie i odszukiwał ślady dawnej świetności miejsca, które było przed wojną najnowocześniejszym kinem w Łodzi. Opowiadał, że było to kino zero-jedynkowe, to znaczy, że wyświetlano tu tylko premiery polskie i światowe. Na pierwsze spektakle przyjeżdżały gwiazdy polskie, a zdarzało się, że i hollywoodzkie.

Było tam ponoć lustro największe w Łodzi i piękna kasjerka, w której kochało się wielu kinomanów, a która popełniła samobójstwo. Kino posiadało wyposażenie techniczne na światowym poziomie. Zadbano o akustykę, tapetując ściany czerwonym pluszem, o oświetlenie, które nie padało bezpośrednio na widownię, ale było światłem odbitym. Ekran pomalowany był specjalną farbą dobrze odbijającą światło. Fotele były miękkie i bardzo wygodne. Kino posiadało ogromny holl, również obity czerwonym pluszem, wokół znajdowały się miękkie siedziska i dobrze zaopatrzony bufet. Na dole istniała restauracja Tivoli i Kabaret, który istnieje chyba do dziś.

Dziadek opowidał, że jeżdził do Warszawy wypożyczać filmy i że pożyczał je również od swojego przyjaciela Kolskiego.

Nie udało nam się wejść do środka. Nie wiem, co tam teraz się znajduje.


Iza zabrała mnie do miejsca, które istnieje w opowieści. Opowieści pięknej, czarownej i luksusowej. Opowieści zamkniętej w słowach spisanych przez wyobraźnię małej dziewczynki, którą dziadek zabierał do świata najbardziej magicznego, jakie udało się stworzyć człowiekowi – kina.

Zwlekałam z publikacją tej sesji w nadziei, że jednak jeszcze wejdziemy do środka Kabaretu i przejrzymy się w największym z łódzkich luster. Że uśmiechniemy się do najpiękniejszej z kasjerek, a szalony młodzieniec zabierze nas na przejażdżkę Harleyem.

Tego młodzieńca już nie ma, ale na pewno gdzieś w zaświatach pęka z dumy, widząc swoją małą wnuczkę dzierżącą w rękach najbardziej prestiżową nagrodę filmowę w Polsce. Orzeł 2019 za najlepsze kostiumy poszybował właśnie do Izabeli.

Agnieszka Cytacka